Weź Pan szybki kredyt albo chwilówkę

Od pewnego czasu ciekawym zjawiskiem jest nachalność wielu przedsiębiorstw i instytucji. tu skupię się przede wszystkim na instytucjach finansowych, czyli bankach oraz firmach oferujących pożyczki pozabankowe.

Nie znam chyba nikogo, kto lubi jak ciszę i spokój, lub pracę przerywa nieoczekiwany i jak po chwili okazuje się niepotrzebny telefon. Osoba dzwoniąca grzecznie się nam przedstawia i po chwili zaczyna próbę wciśnięcia nam niechcianej usługi bankowej na zasadzie „bo to okazja”, „mamy dla pani/pana tani kredyt na preferencyjnych warunkach”, „kredyt tani i prostoliczony”. Często osoby dzwoniące nie chcą nas dopuścić do głosu próbując nam wcisnąć produkt, który nie jest tak na prawdę pewny (żeby wziąć kredyt trzeba być osobą wiarygodną i mieć zdolność kredytową), a do tego jeszcze w danej chwili niepotrzebny.

Kolejną ciekawą opcja jest to, że osoba oferująca mówi tylko o prowizji. Nigdy nie słyszałem, aby przez telefon ktoś mówił o kosztach rzeczywistych takiego kredytu (pomijam tu nawet astronomiczne koszty chwilówek przez internet). Dla mnie osobiście nie jest ważna prowizja dla banku, ale roczna rzeczywista stopa oprocentowania (RRSO), która jednoznacznie pokazuje ile nas ten kredyt będzie kosztował.

Warto jeszcze skupić się skąd się biorą takie reklamy. Zazwyczaj jest to tak, że skorzystaliśmy z usług konkretnego banku. Bank ten posiada nasze dane, w tym numer telefonu. w umowie jest też zaznaczona opcja wykorzystania danych w celach marketingowych. Cele marketingowe to właśnie te niechciane i nachalne reklamy.

Pół biedy kiedy to przychodzi pocztą email, lub sms-em. Wtedy można to zwyczajnie zlekceważyć. W momencie gdy ktoś dzwoni nachalnie, już ciężko jest to lekceważyć i wtedy zwyczajnie albo się odbiera, albo się blokuje numer, a gdy to nie odnosi skutku wybrać się do banku i wycofać zgodę na wykorzystanie danych w celach marketingowych. Niestety blokowanie numeru nie zawsze przynosi zamierzony skutek, ponieważ bank, lub parabank może mieć dostępnych wiele numerów dla swoich telemarketerów.

Zdarzają się też przypadki kiedy dzwoni do nas ktoś z instytucji z którą nigdy nie mieliśmy nic wspólnego. Jeśli jest to nachalne, to wtedy warto oddać sprawę do sądu o nękanie. Na pewno odniesie to zamierzony skutek, a przy okazji wygrania sprawy, można spodziewać się zasądzenia odszkodowania za poniesione straty moralne.

Czy wzrastający wkład własny zahamuje popyt na mieszkania?

W 2013 roku Komisja Nadzoru Finansowego ustaliła wymogi dotyczące minimalnego wkładu własnego. Zgodnie z tą rekomendacją od 2015 roku jest to 10%, a przez kolejne 2 lata kwota ma wzrosnąć do aż 20% wartości mieszkania.

Czy można zatem oczekiwać, że w najbliższych latach nastąpi wyraźny spadek zainteresowania kredytami mieszkaniowymi, a co za tym idzie mniejszy popyt na rynku deweloperskim?

Deweloperzy jednomyślnie przyznają, że Polacy niezmiennie będą kupować mieszkania. Odsetek osób posiadających już wkład własny czy kupujących za gotówkę jest spory, więc nie przewidują strat w planowanych na kolejne lata inwestycjach. Czy słusznie? Jest to na pewno bardzo optymistyczne założenie, patrząc choćby na niewielki, ale jednak spadek ceny mieszkań z początkiem 2015 roku, gdy to kwota wkładu własnego wzrosła z 5% do 10% (sprawdź kalkulator kredytowy i oblicz swoją ratę). Można z dużym prawdopodobieństwem przypuszczać, że do takiej sytuacji dojdzie ponownie z początkiem 2016 czy 2017 roku i będzie to korzystny okres na inwestycje mieszkaniowe, ale z punktu widzenia kupujących.

Ubocznym efektem zmian, który warto mieć na uwadze, może być wzrost opłat wynikających z najmu mieszkań. Założyć należy bowiem, że zwiększy się zapotrzebowanie na wynajem. Przewiduje się, że aby odłożyć kwotę potrzebną na wrastający wkład własny statystyczna rodzina będzie potrzebować dodatkowe 1-4 lata oszczędzania, tym samym osoby, które potencjalnie zdecydowałyby się na kredyt mieszkaniowy będą dłużej wynajmować lokale mieszkalne.

Czy zatem zgodnie z obawami zwiększający się próg wkładu własnego przy kredycie mieszkaniowym odbije się ostatecznie na obniżeniu zainteresowania kupnem mieszkań? Można z dużym prawdopodobieństwem stwierdzić, że tak. Nadchodzące lata mogą być natomiast dobrym okresem dla osób przygotowanych finansowo na zakup nieruchomości. Spad popytu powinien odbić się bowiem na cenach za metr kwadratowy powierzchni.

Skorzystają zetem osoby, które mogą sobie pozwolić na szybkie oszczędzanie lub już dysponują odpowiednią gotówką. Deweloperzy natomiast, wbrew wysyłanym sygnałom, muszą się liczyć z widmem mniejszych lub większych strat.

Kontrowersje wokół programu 500 plus

Z początkiem kwietnia 2016 roku ma wejść w życie rządowy program prorodzinny 500 plus. Według założeń tego programu co miesiąc 500 zł otrzymywać będą rodziny z jednym dzieckiem gdzie dochód na osobę nie przekracza 800 zł. Z kolei w rodzinach z dwójką lub większą liczbą dzieci bez względu na dochód 500 zł miesięcznie ma przysługiwać na drugie i każde kolejne dziecko.

Z programu tego cieszą się przede wszystkim ci rodzice, którzy otrzymają pieniądze. Krytykują go bardzo za to, ci którzy pieniędzy nie dostaną bo przekraczają limity oraz ci, którzy w żadnym wypadku pieniędzy by nie dostali jednak na program będą musieli się złożyć. Sytuacja faktycznie jest dość skomplikowana. W myśl założeń programu pieniędzy nie dostanie np. rodzina z jednym dzieckiem gdzie obydwoje rodzice pracują za płace minimalne. Jednocześnie pieniądze otrzyma rodzina z dwójką gdzie dochody mogą wynosić choćby 20 000 zł. Jak widać są tu spore nierówności.

Rodziny młode, które dopiero zaczynają dążyć do stabilizacji mogą nie dostać nic, a rodziny starsze, posiadające własne mieszkanie, dawno ustabilizowane i zamożne dostaną wsparcie. Pokrzywdzenie czują się także rodzice pełnoletnich dzieci w wieku 19-22 lat, które często pozostają na utrzymaniu ale na nie zasiłek się nie należy.

Eksperci obawiają się także tego, że te dodatkowe pieniądze źle wpłyną na wielodzietne rodziny patologiczne. Zbyt wysokie zasiłki zniechęcają do podejmowania aktywności zawodowej, co będzie niekorzystne dla państwa. Główny problem polega na tym, że nas jako państwo nie stać na tak wysokie zasiłki. Co będzie dalej – czas pokaże.